piątek, 31 października 2014

Z Koszyka Czarownicy: Aloes

I wreszcie post, na który sama długo czekałam!

Jestem już po drugim użyciu własnej roboty maski aloesowej na włosy, i muszę powiedzieć, że wyniki jeszcze lepsze, niż za pierwszym.

Słowem wstępu:

To już trzeci post z mojego ulubionego cyklu, ale ten będzie conieco inny, z dwóch powodów.
Po pierwsze, dlatego, że jest to mój autorski sposób, a po drugie... główny bohater tego odcinka jest powszechnie dostępny, nie na łąkach czy lasach, ale w domach, na parapetach. Aloesy są bowiem powszechnymi i łatwymi w hodowli roślinami doniczkowymi, a więc, jako mały dodatek, dojdzie część na temat gatunków i pielęgnacji rośliny, i, oczywiście, jak ją wykorzystać (;

Ale może na początek coś o samym aloesie.

Właściwie kto jej nie zna... Szeroko stosowane są wyciągi w kosmetykach łagodzących i normalizujących, maściach i kremach przyspieszających gojenie, kojących oparzenia, i jako suplementy diety.

Aloesy to całą grupa roślin, od drzewek do małych roślinek, raczej ciepłolubnych i odpornych na suszę. Mają charakterystyczne, grube, mięsiste liście - świetnie rozwinięty system gromadzenia zapasu wody, jak kaktusy. Taki dziad zniesie wszystko - z doświadczenia wiem, że zostawiony na 2 miesiące w piwnicy, ciemnej i chłodnej, żył i miał się dobrze, może tylko troche mu się wyblakło. Niemniej jednak, jest to chwast idealny dla osób, które zapominają o podlewaniu.

Gatunków jest wiele, najpopularniejsze to aloes zwyczajny, z grubymi, dużymi liśćmi...

(Zdjęcie podkradzione ze swiatkwiatow.pl)



...i drzewiasty, który cechuje się zdecydowanie szybszym wzrostem, ale ma też sporo cieńsze i dłuższe liście.

(Labofarm)

Ogółem przyjemna roślinka, ładnie się prezentuje na okiennych ogródkach. Odpowiednio pielęgnowana, potrafi nawet zakwitnąć, co wygląda tak:

(canablog.com)

(W tym miejscu patrzę podejrzliwie na stojące u mnie na parapecie bydlę i obiecuję mu, że na temat kwitnięcia to my jeszcze pogadamy...)

Skąd wziąć? 

Można kupić. Ale najlepiej namierzyć gdzieś u kogoś jakąś ładną sztukę i gwizdnąć jej kawałek - u podstawy zawsze rosną małe szczepki, które, włożone do wody lub wilgotnej ziemi, szybko się ukorzenią i urosną. Nie wymaga szczególnej troski, najlepiej jednak dać mu większą donicę, gdyż korzenie rosną mu szybko, wypełniając całą dostępną przestrzeń - bryła korzeniowa, przy przesadzaniu zazwyczaj jest tak ciasno upakowana, że trzeba rozcinać doniczkę, i ukazuje się zwarta plątanina, z resztkami ziemi. Gdzie się ta ziemia podziewa? Kto wie... Może dziad pasożyt ją całą po prostu zjada. W każdym razie, robi to wrażenie.

Rośnie dość szybko, zarówno na wysokość, jak i wszerz - młode szczepki pojawiają sie co jakiś czas, dobrze jest je czasem przetrzebić, żeby roślina nie była zbyt gęsta i zwarta, część zaczyna potem obsychać i wyglądac nieestetycznie.

Wieloletni badyl, najlepsze do wykorzystania własnego są okazy 2,3,4- letnie, które już mają swoją masę i wielkość. Chociaż dalej nie ma ograniczeń, potrafią dorastać do kilkumetrowych drzewek, ale to raczej nie w postaci doniczkowej. Moje mają kilka lat, ale zawsze wolały się rozszerzać niż wydłużać, co jest mi na rękę, oczywiście, bo daje możliwość użytkowego wycinania.
No i, jak wspomniałam, podobno kwitnie... ale w tym celu trzeba go "przezimować", tzn. umieścić w niższych temperaturach (10-15 stopni) na około 2-3 miesiące. Być może, kiedy największego bydlaka rozmnożę trochę, to wypróbuję tą metodę.

Cudowna roślina?

To nie tak, że aloes jest super i zawsze spoko, bo widuje się tendencje do gloryfikowania go jako sposobu na wszystko, naturalnego złotego środka, który wręcz "leczy raka". Więc zacznę od ostrzeżenia: nadmiar wypijanego soku aloesowego działa niekorzystnie na jelita, powoduje zatrzymanie jego fukcjonalności - a więc nici z trawienia, a poza tym zaburza gospodarkę wodną organizmu. Więc można doprowadzić się do stanu wycieńczenia, chcąc być zdrowym.

Druga sprawa, nigdy w postaci czystej na skórę dzieci. Najlepiej i normalnie nie stosować go samego, potrafi - paradoksalnie - podrażnić, co objawia się wysypką i zaczerwienieniem, a także, przy dłuższej ekspozycji, wchłania się szybko i w nadmiernych ilościach, czasem dając ogólne reakcje typu mdłości i innymi pokarmowymi nieprzyjemnościami.

Ale i jego reputacja nie wzięła się z niczego.

Co ma w sobie takiego?

Sok z aloesu ma odczyn lekko kwaśny (pH około 5), i zawiera prawdziwy miks związków. Można lekko powiedzieć, że wszystko: szereg witamin (A, B1, B2, B5, B12, C, E, K, kwas foliowy oraz niacynę), składniki mineralne (wapń, sód, żelazo, potas, chrom, magnez, mangan, miedź, cynk), enzymy (lipaza, amylaza, celulaza i inne), nienasycone kwasy tłuszczowe (linolowy, linolenowy i stearynowy), salicylany, związki siarki, saponiny i jeszcze trochę chemicznych fajności.

Jednak moim targetem nie jest cała skóra, a jeśli już, to tylko skóra głowy, i włosy. Więc w jakim przypadku aloes mógłby pomóc?

Na skórę głowy - gdy problemem są wypadające włosy, podrażnienia, wrażliwość czy łupież, dla regulacji gruczołów łojowych w obu skrajnych przypdkach - przesuszeniu i przetłuszczaniu się włosów. Na długość włosów - przy przesuszeniu, rozdwajających się końcówkach, włosach podatnych na zmiany atmosferyczne i źle je znoszących, zwłaszcza na jesień i w zimie. Wspomagająco przy rozdwajających się końcówkach i łamliwości.

Isnieje mnóstwo linii kosmetycznych zawierających aloes - można powiedzieć, że to wręcz pospolity składnik, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić, wystarczy się rozejrzeć w drogeriach.

Jak ja to robię?

Moja główna bestyja wygląda tak:


Tuz po przetrzebieniu z odrostów i części liści.

Zupełnie nie należy jej żałować, obinanie dużych, dobrze rozwiniętych liści działa stymulująco na wzrost całości, i chwast szybko nadrobi straty, a dolne odrosty, jeśli jest ich za dużo, po prostu zaczynają całości przeszkadzać.


Odrosty mniejsze lub większe, tu zdążyły się nieco zapuścić, jako że aloesy moje przeprowadzone zostały do nowego mieszkania z pewnym opóźnieniem, głównie ze względu na rozmiar.


Liście po zerwaniu "ciekną", ale należy dać im ciec. Widać na zdjęciu dwie różne ciecze - zółta od nasady liści i bezbarwna z ich wnętrza. Żólta pochodzi z nasady i skórki i zawiera duże steżenie aloiny - najlepiej dać jej ściec. Najkorzystniejsze działanie ma sam miąższ z wnętrza liścia.
Oczywiscie najlepiej byłoby je po prostu obrać ze skórki, ale w przypadku aloesu drzewiastego byłoby to procedurą dość pracochłonną. Ja ograniczam się jedynie do jednego niezbędnego zabiegu - obcięcia kolców z brzegów liścia.


Nie chcemy mieć twardych, ostrych i drobnych kolców we włosach. One naprawdę potrafią zadrapać.
Najlepiej pozbyć się też końcówek liści, które zazwyczaj są cienkie i przysychają, więc nie będą miały tego, na czym nam zależy, czyli dużej ilości miąższu. Jeśli używamy też odrostów, bocznych pędów, to same liście, bez łodyg, aż do tych najmniejszych.

A tu już pokrojona na kawałeczki całość:


W zasadzie im drobniej pociachamy, tym lepiej, ale cieknący po wszystkim sok to nieco utrudnia, i szkoda tracić go za dużo.

Kolejny krok to wziąć w rękę blender i...


...zrobić masakrę. Zajmie to chwilkę, ponieważ trzeba zrobić to dokładnie, a skórki są oporne i, jeśli zostaną w większych kawałkach, znacząco utrudnią nakładanie papki. 

Całość ma cudownie zielony kolor i upajający, swieży, cierpki roślinny zapach.


Tu jeszcze zbyt grubo zmielony. Oczywiście, jeśli komuś chce się bawić, można użyć w tym celu moździeża, jest to zabawa pracochłonna, ale i dokładna.

Co do tego dodać?

Niektórzy praktykują zalewanie gorącą wodą, ja jednak nie polecam, raz, bo sam w sobie aloes daje rzadką papkę, a dwa, nie chcę tracić nic z jego właściwości.

Jako dodatkowa baza najlepszy jest jogurt naturalny, który ma zbliżone pH i będzie działał wspomagająco na proces gojenia i regeneracji skóry głowy, mając lekko złuszczające działanie.

Innym sposobem jest dodanie łyżki miodu. Ja preferuję sposób pierwszy, jako dający o wiele przyjemniejszą w użyciu konsystencję.


Gotowa "maska" jest płynna, można kombinować coś z zagęszczaniem, ale, szczerze mówiąc, niewiele to da, a jeśli już, to efekt tylko na pierwsze minuty.

Nakładamy, zaczynając od skóry głowy, metodą "przedziałkową", a następnie na długość, najlepiej na suche, umyte włosy. Ujawni się tu największa wada tej maski - spływa. Bardzo. Już w trakcie nakładania da się zaobserwować krople.. ale to nie jogurtowa maź, a aloesowa woda, która wydziela się z rozbitego miąższu, Więc trzeba się zaopatrzyć w chusteczki i dobrze zabezpieczyć brzegi. Bo, po nałożeniu, klasycznie całość w czepek folliowy (albo razówkę z marketu, niech się na coś przydadzą...), i w ręcznik.

Czas działania? 20-30 minut. Dłużej nie trzeba, efekt nie będzie już lepszy.

Mała uwaga do hennomaniaków - do tego można spokojnie sypnąć łyżkę lub dwie henny, papka da idealne lekko kwaśne środowisko i całość będzie jako super odżywcza maska koloryzująca. Dla mnie milutko.

Spłukiwanie zależy od tego, jak się przyłożyliśmy do rozdrabniania liści - im bardziej, tym lepiej się maskę zmywa. Warto zwrócić szczególną uwagę na skórę głowy. Po spłukaniu włosy nie wymagają mycia szamponem, chyba, że mamy wątpliwości co do dokładności naszego płukania.

Efekty?

Cuda. Przede wszystkim, lekkość i odświeżenie odczuwalne na skórze. Włosy są lekke, sypkie, mięciutkie i lekko "śliskie" Ten efekt utrzymuje się dość długo, 2-3 kolejne mycia, a pióra dalej robią wrażenie lepiej nawilżonych, bez nakładania żadnych odżywek ani masek w międzyczasie.

Jak często to robić?

Ogółem, zależy to od rośliny, bo też i nie o to chodzi, by całą od razu oskubać (;
Ja polecam raz na miesiąc zrobić przegląd pielęgnacyjny badylowi - usunąć obsychające na końcach liście i boczne pędy, i dodatkowo 2 lub 3 z tych grubych i dużych. To wszystko, co się powycina, można spokojnie spożytkować na włosy.

A więc - szczerze polecam. Jeśli lubisz mieć swój domowy "ogórdek" i jednocześnie dbać o włosy, to rozwiązanie jest idealne dla Ciebie.

Dodatkowo chciałabym wspomnieć, że aloes do włosów można, a raczej można będzie, dostać w formie suszonej, sproszkowanej... zamierzam wypróbować i ten wariant, a jak poszło, dam na pewnio znać tuż po (;

~*~

Do doczytania dla ciekawych:


I oczywiście polecam polubienie fanpage'a bloga na facebooku w celu śledzenia aktualności (;

8 komentarzy:

  1. Może to tej aloesowej wody dodać jakiejś bardzo prostej odżywki, która nie podrażnia nam skóry? Albo zmieszać z jakimś proszkiem typu Alma czy Kapoor Kachli?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, odżywka to nawet trochę zagęści, ja po prostu wybrałam wariant jak najprostszy i naturalny, no i jogurt trochę lepiej z aloesem współgra ze względu na pH, więc enzymy i witaminy nie mają szans się dezaktywować.
      A proszki roślinne jak najbardziej, podałam hennę jako przykład... nie wiem jakie środowisko lubi Amla, ale jeśli toleruje lekko kwaśne, to będzie idealnie.

      Usuń
  2. Będę musiała kiedyś wypróbować, ciekawy blog, zostaję na dłużej więc obserwuje ;D
    http://krowokwiat.blogspot.com/ :) Jeżeli spodoba Ci się mój blog, to może zaobserwujesz albo skomentujesz? ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, na pewno się odwdzęczę (:

      Usuń
  3. Bądź błogosławiona za ten post, dobra istoto! Jutro biegnę szukać jakieś sensownej szczepki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Używałam od czasu do czasu aloesu na włosy, ale chyba nigdy bym nie wpadła na to, żeby liście wrzucić po prostu do blender :-o Nie mogę się doczekać, kiedy wypróbuje ten sposób :-D
    Dodaję do obserwowanych :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Napisałabym CI, że fajny blog ale zabrzmi to zbyt banalnie i uznasz, że to spam, trafiłam na Twojego bloga dziś pierwszy raz, szczerze mówiąć fajnie, że prowadzisz go od nie dawna bo mogłam zobaczyć wszystkie posty od początku :)
    Też czytałam dokładnie post o skrzypie i nawet nie wiedziałam że jest w jantarze a wczoraj kupiłam własnie, musze jeszcze tabletki kupic z nim :)
    Masz piekny kolor włosów zawsze chcialam taki ognisty rudy jednak mam brązowe włosy i jakoś nie chce mi taki wyjść :(
    oczywiście dodaję do obserwowanych, żeby widzieć nowe posty.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj biedny aloes. Ja mam dwa w domu, juz nawet podrośnięte ale tak mi żal je ściąć a też hoduje je z myślą o maseczkach !

    OdpowiedzUsuń