piątek, 4 lipca 2014

Maska drożdżowa - wielki powrót.

Po paru miesiącach stosowania na skórę głowy li i jedynie Jantara, postanowiłam wrócić na jakiś czas do maski drożdżowej.

Drożdże polecane są ogólnie, do picia, jako środek poprawiający stan skóry, zmniejszający wypadanie włosów i poprawiający ich wzrost. Niestety, nie jestem w stanie znieść ich smaku. Po prostu nie mogę i już. Wynalazłam kiedyś, na którymś z blogów przepis na maskę, i trochę go zmodyfikowałam.

Maska taka kładziona jest jedynie na skórę głowy, nie ma potrzeby nakładania jej na całą długość włosów. Szczególną uwagę powinno się zwracać na zakola, zwłaszcza osoby, które mają z nimi większy problem. Ja, z wysokim czołem, czuję się całkiem jak członek tej grupy. Przy poprzednim stosowaniu znacząco zredukowane zostało u mnie wypadanie włosów - w bardzo widoczny sposób. Niestety, wróciło ono do "normy" po zaprzestaniu nakładania maski na korzyść wcierek. Ponadto, te nowe, maleńkie włoski... chciałabym je zobaczyć znowu. Cudownie jest widzieć tak wyraźny efekt starań.

Maska jest średnio miła w stosowaniu. Po jakimś czasie, nawet mimo upodobań, zaczyna się mocno odczuwać zapach drożdży jako nieprzyjemny, zwłaszcza, że potrafi się on utrzymywać dość długo. Ale i na to jest sposób...

A więc, zacznijmy od przepisu:

* pół kostki drożdży (zwykłych, sklepowych)
* mleko lub śmietana - ja daję ok. 3 łyżeczek śmietany, dzięki temu maska ma bardzo kremową i lekką konsystencję, z mlekiem łatwo przesadzić, i albo wyjdzie płynna, albo da się za mało i będzie ciągutka;
* olej rycynowy. Łyżeczka lub dwie. Mi się niestety skończył, więc musiałam zastąpić go innym - wzięłam olejek z Bani Agafii, który ma podobno działać na porost włosów (włosopędnie? ;D), nie jest jednak przeznaczony do takich mieszanek, więc zdecydowanie wolałabym rycynowy. Można też użyć inny, najlepiej czysty olej.
* dowolna maska do włosów. Najlepiej sprawdzają się te sprzedawane za grosze w dużych opakowaniach, bo nie mają jakiegoś szalenie dobrego działania, za to spokojnie można nimi zwiększyć objętość mieszanki i trochę poprawić jej zapach. Ja użyłam Inebrya Ice Cream dry-t, która ma jedną wadęzaletę - mocno bananowy, słodki do bólu zapach, który z drożdżami świetnie się komponuje, dając przyjemną, delikatnie słodką nutę. Recenzja samej maski pojawi się niedługo.

Przyda się łyżeczka, jakiś pojemniczek i pędzel, taki jak do nakładania farby, plastikowy.

A wygląda to tak:


Drożdże rozdrobione, 3 łyżeczki gęstej śmietany. To do wymieszania razem, aż zrobi się kremowa paciaja.


Trzeba było się przenieść do łazienki. Drożdż (nazwa przeinaczona swobodnie przeze mnie, lubię) jeszcze w trakcie mieszania, po prawej skrajnie bananowa maska, po lewo olej do masażu skóry głowy z Bani Agafii. 

Całość, gotowa, wygląda tak:


Jest kremowa, dość luźna, więc może z pędzelka spadać. Nakładamy ją na skórę głowy metodą przedziałkową, tak, jak farbuje się odrosty: przedziałek, wyciapać maską używając pędzla (kawałek długości włosów niech też się załapie), przedziałek obok, nakładanie itd... Jeśli coś zostanie, można też "przemalować" końcówki włosów.
Ja przy nakładaniu maski maziam nią też kawałek skóry od linii włosów i zakola, w ten sposób:


Aaaawrr, piegowate czoło...

W  ten sposób można się rzeczonych zakoli pozbyć. Warunkiem tego jest częste stosowanie maski: najlepiej przed każdym myciem włosów.

Bo też i tak własnie ją używam: na suche włosy, przed myciem.

Na głowę należy nałożyć foliowy czepek (z braku -  po prostu jednorazówkę z marketu) i owinąć ją ręcznikiem. Maska nie wyschnie, a efekt okluzyjny zapewni jej lepsze działanie.
Zostawiamy ją na ok. pół godziny. Myślę, że nie ma sensu dłużej.

Zmywa się dość łatwo, ale trzeba to zrobić starannie, by nic we włosach nie zostało... takie resztki maski potrafią skutecznie uprzykrzyć życie. Po przepłukaniu najlepiej po prostu umyć głowę szamponem, odżywka już nie jest potrzebna. 

Włosy w trakcie mycia i po nim, jeszcze mokre, mogą robić wrażenie "opornych" - nieco sztywnych i szorstkich. Jest to złudny efekt, bo po wyschnięciu są niesamowicie miękkie, i da się odczuć pewną wiekszą odporność, choć trudno mi wyjaśnić, na czym właściwie zjawisko to polega.

Efekty zmniejszonego wypadania włosów widoczne są dość szybko, do tygodnia czasu, pod warunkiem, że maska jest używana przed każdym myciem. Dodatkowo, po paru tygodniach - tu czas jest różny, ale zazwyczaj jest to 3-5 tygodni, uwidaczniają się młode, nowe włoski - zwane baby hair. W ich pojawianiu się nie ma żadnej magii, to po prostu rezultat szturchnięcia do działania istniejących już cebulek włosowych. Tu chciałabym dodać, że szkoda byłoby je traktować chemią farb, która początkową delikatną strukturę może po prostu wykosić... i najlepsza będzie henna, pogrubiająca je nieco i działająca ochronnie.

Ogółem maskę całym sercem polecam - To sposób, który mnie totalnie zdobył, a jestem mocno sceptyczna. Maska jest tania - składniki są po prostu "domowe" - dość wydajna, nie bardzo "upierdliwa" w stosowaniu i... daje efekty.

Trochę uwag: uwaga, alergicy, osoby z nietolerancją laktozy i te, które ogółem źle reagują na drożdże - bo to się zdarza. Czasem maski drożdżowe pogarszają stan cery, i mogą to samo zobić ze skórą głowy, więc jeśli zaobserwujesz u siebie swędzenie, czy nasilenie trądziku (bądź jego pojawienie się), to po pierwsze - upewnij się, że dobrze spłukujesz maskę, a po drugie - przestań ją używać na jakiś czas. Jeśli problemy miną, to znaczy, że drożdże po prostu nie są dla Ciebie.

Drobna uwaga do osób, które traktują drożdże jak "pasożyta" - drożdż piekarniczy totalnie nie jest szczepem patogennym. Nie trzeba go parzyć gorącą wodą przed użyciem, ani na skórę, ani do picia - nie urośnie w brzuchu ani na skórze. Wręcz przeciwnie - Saccharomyces cerevisiae wykazują wręcz właściwości ochronne przed innymi infekcjami grzybicznymi - na przykład przed Aspergillusem, który potrafi bardzo uprzykrzyć życie osobom z obniżoną odpornością, czy różnymi pleśniami, poprawia mechanizmy obronne, a produkowane przez nie enzymy i inne, mogące działać jak antybiotyki, substancje, hamują wzrost i rozwój patogennej mikroflory.
Trochę na ten temat do poczytania TU i TU. Bardzo polecam.

Więc - bez strachu! 

~*~

Rozpisałam się... ale cóż, po prostu musiałam to przekazać dalej! ;D
To zdecydowanie ulubiona moja "samoróbka".

Pytania? Śmiało.

A tymczasem... piątkowe lenistwo (;

5 komentarzy:

  1. Robiłam podobną maskę, dodając nieco soku z cytryny, Wrażenia po były bardzo pozytywne, zwłaszcza, że włosy znacznie słabiej się przetłuszczały. No i trzymałam znacznie krócej, góra 10 minut.
    Szkoda tylko, że jestem za leniwa by ją często stosować ;)
    A i myślę, że żółtko może być dobrym dodatkiem...Albo naturalny jogurt zamiast śmietany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam z żółtkiem, robi wodę z maski, nawet, jeśli początkowo wydaje się kremowa, i wszystko spływa z głowy, więc je hejtuję ogółem jako dodatek do włosowych miksów... A jakiś lepszych efektów nie zauważałam. Co do jogurtu, może być ok, ale akurat nie jest to coś, co standardowo w mojej kuchni gości.
      Ale cytryna do drożdży? Jakoś mi to nie gra.

      Usuń
  2. Lubię używać drożdży :) Jak je piję to włosy szybciej rosną, paznokcie się wzmacniają a cienie pod oczami robią się mniej widoczne, ale ja muszę zalewać wrzątkiem bo raz wypiłam takie nie do końca ubite i się pochorowałam :/ Jako maska też działają fajnie - kiedyś dodawałam miodu, wtedy tak fajnie rosły i łaskotały pod czepkiem ;) ostatnio używałam tylko z ciepłą wodą i maską żeby pozbyć się koloru z włosów i całkiem nieźle ruszyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleko (czy śmietana) dodaje trochę więcej specyficznego nawilżenia, i delikatne oczyszczenie, kwas mlekowy lekko złuszcza, dzięki czemu drożdże mają szanse zadziałać lepiej na skórę głowy. Więc fajne uzupełnienie. A miód nie rozrzedza za bardzo?

      Usuń
    2. Nie dawałam dużo tego miodu więc było ok, ale nie pamiętam teraz dokładnie bo robiłam kilka razy i raz spływało a raz nie - wtedy to chyba była kwestia jajka, ale to było dawno temu więc nie mam pewności ;)

      Usuń