czwartek, 12 czerwca 2014

L'Occitane en Provence: Vanille & Narcisse, woda toaletowa. Recenzja

Chęci są, motywacji brak. Dlatego dopiero teraz biorę się za majowy ShinyBox.

Na pierwszy ogień poszła miniaturka wody toaletowej L'Occitane, marki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, ale i nic dziwnego. Produkty tej firmy oscylują sobie cenowo daleko poza zasięgiem moich możliwości. Z tej części pudełeczka ucieszyłam się najbardziej - śmierdziuszek do spróbowania zawsze spoko. A tym bardziej, że okazał się całkiem całkiem...

Miniaturka, o pojemności 7,5 ml. Pudełeczko całkiem przyjemne, z grubego, szorstkiego kartonu, ma pewien klimat (en provence!).


Wersja pełnowymiarowa kosztuje (podobno) 230 zł za 75 ml. Miniaturki, jak ta ze zdjęcia, są dostępne na allegro w cenie od 17 zł. 

Zajrzyjmy jeszcze na inną stronę opakowania.


Opis w języku francuskim i angielskim, skład, ostrzeżenie, aby nie zbliżać produktu do ognia.

Tymczasem producent twierdzi:

"Wanilia w delikatnej otoczce z białych kwiatów. Z początku dyskretny, zapach narcyzów rozwija się niczym bukiet białych kwiatów, ujawniając korzenne nuty serca. Zapach ewoluuje w kierunku bogatej i zniewalającej wanilii, która doskonale współgra z pikanterią dzikich i nieokiełznanych nut narcyza.

Składniki: absolut wanilii z Madagaskaru i absolut narcyza z Francji.


Nuty zapachowe:
nuta głowy: czarna porzeczka, bergamotka
nuta serca: narcyz, gardenia
nuta bazy: wanilia, bób tonka "


W składzie, oprócz alkoholu, wody i tajemnej mieszanki zapachowej, mamy ekstrakty z wanilii i narcyza, konserwanty, stabilizatory oraz barwniki. Klasycznie.


Buteleczka jest z grubego szkła z wytłoczonym znakiem "&", w wersji pełnowymiarowej komponuje się on z nazwą produktu, tu wygląda jak jakieś dziwne i niezbyt wyszukane logo. Buteleczka zakręcana, bez atomizera czyy innych dodatków ułatwiających życie. Sama woda ma lekko pomarańczowe zabarwienie.

Co czuje mój niewprawny nos?

Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ten zapach. To dobra wanilia, nic sztucznego, ale nie jest też przesadnie słodka, nuta czarnej porzeczki stanowi świetne uzupełnienie. Zdecydowanie z kategorii orientalnych, lekko piżmowy, ale nie jest ciężki. Kwiatowych motywów nie wyczuwam, ale też, szczerze mówiąc, niewielkie mam pojęcie jak pachnie narcyz czy bergamotka. A "bób tonka" już musiałam wygooglać, wyjątkowo intrygująco brzmiący składnik. 
Zapach jest przede wszystkim bardzo trwały. Używam jedynie kilku kropel, na nadgarstki i szyję, a potrafię czuć go na skrórze aż do wieczora. Co daje więcej niż 12 godzin. Początkowo bardzo wyczuwa się tę złamaną owocem wanilię, potem łagodnieje, aż to przytłumionego, słodko-drewnianego aromatu. Mój mężczyzna stwierdził, że pachnę jak strony starych książek... jeśli to zasługa tego śmierdziuszka, to ja jestem w niebie!
Używam od prawie miesiąca, żużyło się niewiele (zdjęcie wyżej), bo, jak wspomniałam, wystarczą niewielkie ilości. W takim układzie na zakup pełnowymiarowego produktu nie skusiłabym się, bo... po co? Gdy tania miniaturka wystarcza na tak długo? Oceniam, że wytrwa co najmniej pół roku.

Ogółem? Lubię. Oczywiście dla fanek orientu i słodyczy, ale nie tylko, bo nie jest typowym przedstawicielem kategorii. Na mój nos, lubujący się w zapachach świeżo-słodkawych, podpasował, choć i mnie samą to zaskoczyło.

Ocenia? 9/10

~*~

Przyszły wreszcie ziółka od Pola Henny! Jutro szykuje się test, a receenzja powinna pojawić się w niedzielę. Nie mogę się doczekać rezultatów (:

2 komentarze:

  1. Herbata Earl Gray pachnie bergamotką ;) chętnie bym się skusiła, lubię orientalne wonie, ale latem raczej stronię latem od perfum - namiętnie kupuję arabskie olejki w drogerii Yasmeen :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też mnie kuszą olejki, długo nie wytrwam, zwłaszcza, że cosraz częściej o nich czytam...

      Usuń