piątek, 27 czerwca 2014

Clarena, Sensual Hand Cream - recenzja

Kolejny krem do rąk, tym razem z (jeszcze) majowego pudełka ShinyBox*.
Dotarł do mnie w formie próbki, która jest jednak w postaci małej (30 ml) tubki, a nie saszetki, więc wystarcza na dłuższy czas - mam go od miesiąca i nie zużyłam nawet połowy (po prawdzie dlatego, że kremów do rąk używam różnych, nie jednego ciągle).

Produkty Clareny ogółem lubię, moja skóra reaguje na nie dobrze, nawet na te z serii gabinetowej, z którymi miałam kontakt głównie na studiach i praktykach.

Krem do rąk z dzisiejszej recenzji zawiera się w kategorii "Profesjonalna pielęgnacja domowa", więc to nic, czego można by się obawiać. Występuje jako jedyny produkt w Sensual Hand Line (było jeszcze kiedyś mleczko, zdaje się), obok linii Portulacia, z ekstraktami z zawartej w nazwie roślinki (krem i maska-serum).

Popatrzmy.


Design opakowania typowy dla Clareny. 

W języku polskim przetłumaczono nazwę jako "Sensualny krem do rąk".
Wait... jaki??
Niby słowo takie jak "sensualny" występuje już w słowniku języka polskiego, to nadal jest to wyjątkowo kulawy zamiennik naszego "zmysłowy". (Co i tak nie brzmi zbyt dobrze.)

Druga strona opakowania:


Według producenta:

"Krem przeznaczony do intensywnej kuracji zniszczonych dłoni i paznokci, zawiera TEGO SMOOTH o działaniu wygładzającym i ochronnym. Redukuje on szorstkość skóry wspomagając proces złuszczania, podnosi poziom nawilżenia. Alantoina i pantenol łagodzą podrażnienia i stymulują regenerację, a masło shea zapewnia odpowiednie natłuszczenie. Witamina C zamknięta w metasomach wspomaga odmładzanie skóry, działa antyrodnikowo zapobiegając procesom starzenia. Ciepły, zmysłowy zapach i delikatna konsystencja uprzyjemniają aplikację. Produkt sformułowany bez PEG, parabenów, silikonów, oleju parafinowego.

Krem wcierać w skórę dłoni i paznokcie po każdym myciu rąk. "

Witamina C zamknięta w czym?? Google nie zna takiego słowa. Ja też go nie znam.
Tak że ten tego.

Skład (wpisuję ręcznie bo nie można go odnaleźć!):
Aqua/water, Myristyl myristate, Stearic Acid, Caprylic/Capric triglyceride, Ceteareth-20, Glycerin, Talc, Cetearyl alcohol,  Polyglutamic acid, Hydrolized sclerotium gum, Betaine, Urea, Potassium Lactate, Panthenol, Allantoin, Butyrospermum Parkii (Shea butter), Ethylhexyl palmitate, Petrolatum, Polyethelene, Ascorbic Acid,  Ethylhexyl methoxycinnamate, BHT, Hydroxyethyl acrylate, Sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, Triethanolamine, Methylchloroizothiasolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Citral, Benzyl Salicytate, Coumarin, Buthylphenyl methylpropional, Citronellol, D-limonene, Iron Oxides, C.I.19140.

Uff, to bardzo dużo składników, a wiele z nich widzę pierwszy raz w kremie do rąk. Przyjrzyjmy się temu nagromadzeniu.
Myristyl to emolient, środek, który ma zapewnić kremowi konsystencję i łatwość smarowania. Dalej rzuca się w oczy kilka kwasów - stearynowy, poliglutaminowy, a nawet i mocznik oraz witamina C. Kwas stearynowy nie straszy, to substancja tłusta. Kwas poliglutaminowy, PGA, to tak zwany "kolagen roślinny" - produkt fermentacji, ma działanie podobne do hialuronowego. Mocznik (Urea) i witamina C (Ascorbic Acid) dają efekt poprawy odporności skóry na czynniki zewnątrzne, w tym bakteryjne, i zakwaszają ją.
Hydrolized sclerotium gum - to właśnie jest wspomniane wcześniej TEGO (teges - nie mogę się powtrzymać, to głupia nazwa). Naturalny polimer, ma działać wygładzająco i również poprawiać odporność, i zostawiać na powierzchni skóry warstwę ochronną.
Potassium lactate to konserwant - mleczan potasu, poza tym reguluje kwasowość. Drobna uwaga dotyczy tu osób z problemami z tolerancją laktozy - trzeba sprawdzić przed zastosowaniem, czy czasem krzywdy nie zrobi.
Ethylhexyl palmitate, kolejny emolient, tłusty. Jest jeszcze jeden Ethylxexyl, ale methoxycinnamate - ale nie należy mylić jednego z drugim, ten drugi to substancja promieniochronna - filtr UV. Dzięki niemu krem nie rozłoży nam się na dziwne czynniki pierwsze pod wpływem słońca.
Petrolatum - czyli wazelina, najpospolitsza z pochodnych ropy naftowej. Polyethylene - "coś", co ma poprawiać lepkość fazy olejowej w kremie. Sam w sobie nie jest niczym groźnym.
BHT - ten skrót może straszyć. Butylohydroksytoluen - jeszcze groźniej brzmi, a to nic strasznego. Przeciwutleniacz. Reszta to konserwanty lub składniki, mające na celu utworzenie na skórze ochronnego filmu.
Najbardziej mnie zdziwił wymieniony prawie na końcu tlenek żelaza. To matowy, czerwony barwnik, natomiast ten ostatni, wymieniony z numeru jedynie, jest cytrynowożółty. Można było się spokojnie bez nich obejść.

Wybaczcie mi proszę tę długą analizę. Skład zawiera wiele konserwantów i środków stabilizujących, tak wiele różnorodnych, że aż mnie to zastanowiło. Jednak tłumaczy to zawartość składników aktywnych  - kwasów i substancji wygładzających - wymagają wsparcia, aby nie traciły szybko właściwości, nie zadziałały za mocno i nie wywołały efektu szybkiej utraty nawilżenia.

Krem ma konsystencję o średniej gęstości, nie tak zwartą i kremową jak lubię, ale i nie jest jakoś bardzo rzadki. Kolor jest wyraźnie żółtawy (dlaczego? biały byłby niefajny?).


Zapach kremu jest dość specyficzny - i niezbyt lubiany, zdaje się. Nie jest on na pewno "ciepły i zmysłowy" - w moim odczuciu jest za to nieco kwaśny, ale nie w roślinny sposób - to raczej chemiczna kwasota. Mocznik? Jest za to bardzo odświeżający, i nie uważam go za nieprzyjemny. Nie utrzumuje się on na skórze długo, chwilę po smarowaniu już się go nie czuje.

Z założenia ma bardzo wygładzić skórę, nieco ją wręcz złuszczając. Producent w innej wersji poleca smarowanie grubą warstwą na noc i zakładanie rękawiczek - materiałowe są dołączane gratis do wersji pełnowymiarowej. Ja jednak odradzam takie działanie - konsystencja kremu nie pozwala na tak niefrasobliwy użytek. Przede wszystkim, w skórę wchłania się on powoli - ma działać powierzchownie. Z tego powodu, w materiałowe rękawiczki po prostu wsiąknie - i tyle z frajdy. Moim zdaniem, najlepiej byłoby zastosować go w kombinacji z parafinowym zabiegiem na dłonie - dodatkowa warstwa okluzyjna w postaci ciepłej parafiny i folii zapewni maksymalne wykorzystanie jego możliwości.

Ja jednak nie miałam okazji wypróbować parafinki, więc przetestowałam dwa sposoby - zwykłe smarowanie i rękawiczki. Nawet jednorazowe użycie go daje zauważalny efekt wygłądzenia, chociaz nie utrzymuje się on zbyt długo. Nie mam za to wcale jakiegoś szalonego nawilżenia, w tej kwestii działa raczej słabo. Działanie w rękawiczkach jest podobne, z tym, że się po prostu traci sporą ilość preparatu. Mam nadzieję, że dane mi będzie wypróbować i ten trzeci sposób.

Co do poprawy odporności, trudno mi to ocenić - mam dość grubą i odporną skórę, więc jeśli pomoże utrzymać z czasem ten stan, to będę bardzo zadowolona. Ze względu na złuszczanie i wspomaganie odporności można, myślę, zaryzykować stwierdzenie, że krem ma odmłodzić skórę i zapobiegać procesom starzenia się - to jest bardzo trafne, szkoda tylko , że bardziej skupiono się na "sensualności" - i prawie się poległo, przez zapach i konsystencję - jest po prostu taka sobie, a nie "delikatna". Po takim określeniu oczekuje się jednak czegoć więcej, niż niemal lejącego się produktu.
 Za to wygładzanie bardzo zacne. 

Pokuszę się o jeszcze jeden strzał w opis: "bez silikonów i oleju parafinowego". No dobrze, ale za to jest wazelina. To właściwie chwyt marketingowy, ponieważ pochodne ropy naftowej w kremie się znajdują, ale nie te dwa wymienione w opisie. Very clever.


Ogólna ocena?

6/10

Dlaczego tylko tyle? Ponieważ uważam, że spokojnie możnaby zamiast krem użyć słowa "maska", i byłoby po sprawie. Krem ten o wiele lepiej spisuje się w przypadku stosowania bardziej zaawansowanego, niż w codziennym smarowaniu.

Polecam pod folię i grubą rękawiczkę - ale nie zapomnieć o folii! - za to na codzień, do nawilżania, jednak typowo nawilżające kremy sprawią się lepiej.

Myślę, że kupię go, gdy próbka się skończy, do intensywniejszej pielęgnacji dłoni będzie jak znalazł. Kosztuje około 25 zł za 100 ml, i ta cena, jak na maskę - jest w sam raz ;D

***

*Co do ShinyBox - w związku z usuwaniem/ukrywaniem przez nich na fanpage'u facebookowym moich krytycznych komentarzy w związku z produktami Marion - a komentarze w pełni zasłużone, jako że żaden z próbowanych przeze mnie ich produktów nie dał choćby znośnego efektu, a sama firma produkuje kosmetyki tanie i raczej podrzędnej jakości - zrezygnowałam z pokazywania i oceniania samego pudełka. Utrzymuję jednak nadal moją subskrypcję na nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz