wtorek, 27 maja 2014

Natura Siberica - zimowy krem do rąk. Recenzja

Kremów do rąk moich odsłona kolejna...

...po tym jakże swobodnym stylistycznie wstępie, mogę zająć się wyrażaniem czystej i nieskrępowanej radości z tego, że przyszły skarbki z Lawendowej Szafy, i każdy został odpowiednio wypróbowany ;3

A na pierwszy ogień poszedł krem do rąk.

Natura Siberica kusiła mnie od samego początku przepięknym designem opakowań... muszę to przyznać z lekkim rumieńcem. Bo też i logo mają cudne, a... rosyjskość całości robi wrażenie pewnego luksusu. Cóż, fakt, niektóre z ich kosmetyków potrafią być drogie.

Ja poszłam po najmniejszej linii oporu, wzięłam na próbę krem do rąk.

Marka chwali się, że używa prawie wyłącznie naturalnych składników, nie dodaje do swoich kosmetyków parabenów, sztucznych barwników czy pochodnych ropy naftowej. Cóż, zajrzyjmy...

Po pierwszym spojrzeniu w paczuszczkę, moją uwagę zwrócił jeden szczegół. Mój kremik wygląda tak:


Tymczasem spójrzmy na zdjęcie sklepowe.

(Źródło: lawendowaszafa24.pl)

Nno. Co też ta Lawendowa... Toż to co innego jest. I'm so confused.
Nie, nie jest to niby co innego, ale totalnie inaczej wygląda. Tak samo ładnie, ale inaczej *sniff*

Nie obrażamy się. Kremik kosztował całe 9 zł. Nadal jest kawaii ruskim kremikiem.

Patrzmy dalej.

Na opakowaniu możemy przeczytać...


...aaaaalbo i nie możemy. No dobra, niektórzy mogą. Ja nie mogę. Cyrylicą jeszcze nie umiem. Cóż, pozostaje mi look na Lawendową i uwierzyć na słowo, że to o to się rozchodzi, pudełko niestety zagubiło mi się. A piszą tak:

"Naturalna siła syberyjskich ziół i czyste organiczne ekstrakty, na bazie których został stworzony krem pomaga chronić dłonie przed oddziaływaniem zimna i zapewnia skórze intensywne odżywienie.

Unikatowy skład kremu tworzą Dzika Róża Dahurska i Różeniec Górski, składniki te podnoszą właściwości ochronne i aktywność skóry. Ekstrakt z Białego Mchu Syberyjskiego pomaga skórze dobrze znosić zmiany klimatyczne np. zmiany temperatur. D- Panthenol skutecznie nawilża i odżywia skórę dłoni."

I jeszcze...

"NATURA SIBERICA to niezwykłe kosmetyki pielęgnacyjne. To pierwsza w Rosji organiczna kosmetyka, której stosowanie przynosi prawdziwe rezultaty.

Wysoka aktywność dziko rosnących ziół i traw syberyjskich oraz z Dalekiego Wschodu!

Maksymalna zawartość składników roślinnych!"

Moja sceptyczna dusza płacze, a racjonalna się uśmiecha, bo wie, co to znaczy. Ale brzmi to ładnie, nie czepiajmy się. Zajrzyjmy w skład.

Aqua with infusions of extracts: Rhodiola Rosea, Pulmonaria Officinalis, Hesperis Sibirica, Sphagnum Cuspidatum, Dicaprylyl Ether, Panthenol, Cocoglycerides, Sorbitan Oleate, Polyglyceryl-3-Diisosstearate, Glycerin, Beeswax, Organiczne ekstrakty: Chamomilla Recutita, Spirae Ulmaria, Oleje: Rosa Davurica, Pinus Sibirica, Tocopherol, Palm Glycerides Citrate, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Co tu można wypatrzeć?
Poza wodą z multum ekstraktów roślinnych, który to zestaw został najwyraźniej potraktowany jako jeden składnik, więc roślinki lądują na początku... dobry chwyt marketingowy dla czytających składy, trzeba przyznać. Tylko, że nie. 
Drodzy moi, to nie jest takie fajne. "Ekstrakt z czegośtam" to nie jest jedna substancja. To mieszanina najrożniejszych rzeczy, i nie jesteście w stanie dowiedzieć się jakich właściwie, bo... nie wiecie nic o tym, jak ten ekstrakt został uzyskany, dokładnie z jakiej części rośliny, w jakim stadium rozwoju była, gdzie rosła... a może przy autostradzie? Albo radioaktywnym bajorku? To JEST ważne. Chyba, że wierzymy z bajkową starowinkę zbierającą ziółka na górskiej polanie o wschodzie słońca - na skalę przemysłową? (;
 Ale tego nikt nie napisze na opakowaniu. Aż dziw, że nie ma przepisów regulujących to jeszcze. 
Chemia chemią, ale przynajmniej wiemy, że TO jest TYM i TYLKO TYM.

Ale ale. Wracając do składu. Glicerynka... standard. Mamy więc emulsję olej w wodzie, nawilżającą, nie natłuszczającą. Wosk pszczeli... tu mały dzwoneczek alarmowy powinien dzyngnąć alergikom. (jeśli nie dzyngnął jeszcze przy ekstraktach) Kolejne ekstrakty, trochę olejów... róża, sosna syberyjska...  Witamina E w formie tokoferolu (...że niby nie syntetyzowana sztucznie? khem.) w roli przeciwutleniacza, kwas benzoesowy i sorbowy jako konserwanty. Nie najgorzej od strony chemii, od naturalnej jak zazwyczaj.

Poznęcałam się, czas na ocenę.

Konsystencję krem ma nieco rzadszą niż zazwyczaj miewają kremy, zostawia na skórze wilgotną smugę po rozsmarowaniu... nieco widać tę właściwość na zdjęciu:


Wchłania się dość powoli, ale dobrze, nawilża też przyzwoicie. 
Największą jego zaletą, jak na mój gust, jest zapach - roslinny, coś jak połączenie delikatnej nuty świeżo skoszonej trawy z czymś kwiatowym. Lekki, wyczuwalny gdy zbliżyć nos do dłoni, ale można się nim upajać.
Jest to z założenia krem zimowy - i jako taki, moim zdaniem, nie sprawdzi się. Jest zdecydowanie zbyt lekki, nie zostawia na skórze warstwy ochronnej, nie daje też zbyt długiego nawilżenia. A jak działa ten tajemniczy ekstrakt z mchu? Tego nie wiedzą nawet najstarsi Ind... ten, no.
Dobrze za to sprawdzi się w ciepłe dni, ze względu na uczucie odświeżenia, jakie daje.

 Używam go chętnie, na obecną, czasem przesadnie ciepłą pogodę nadaje się całkiem dobrze. Ale, muszę przyznać, w porównaniu choćby z kremem Pani Walewska z poprzedniej recenzji, wypada odrobinę blado. Czy kupiłabym ponownie? Myślę, że tak. Cena nie jest wysoka, zapach cudowny, nawilżanie nawet nawet, a i wygląda toto przyjemnie. Nie żal zakupu, nawet pomimo niespodzianki na początku.

Ogólna ocena?
7/10

+ zapach
+ lekkie nawilżanie
+ uczucie odświeżenia
+ ładne opakowanie

- nie na zimę, mimo zapewnień producenta
- dosyć rzadka konsystencja

...a następnym razem dobieram się już na poważnie do Shiny Boxa (;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz