środa, 23 kwietnia 2014

Yves Rocher Lilas Mauve, Pure Lilac - Recenzja

Do zakupu wody toaletowej Yves Roches zbierałam się jakiś czas... Głównie dlatego, że ceny wód tej marki (i innych, wiem, że TO nie jest jeszcze drogie, ale dla osoby, która nie pracuje, właściwie wszystko jest drogie) była dla mnie... może osiągalna, ale jednak z pewnym trudem. Wreszcie, gdy tylko nadarzyła się sposobność, nie czekałam... i oto śliczny kartonik z cenną buteleczką wylądował w moich łapkach.

Czas podzielić się wrażeniami.

Zapach wybrałam z prostych i jasnych pobudek - uwielbiam bez! Te wiosenne lilaki, które można wąchać i wąchać, odurzać się nimi i odlatywać, a które zbyt szybko przekwitają. 

Całość prezentuje się tak:


W ładnym kartoniku 100ml płynnego szczęścia. Buteleczka typowa dla wód tej marki, z odlanym w szkle ornamentem i srebrnym napisem, grube, ciężkie szkło. Sama woda w delikatnie fioletowym kolorze.


Cena?
Regularna - ok. 95 zł/100ml. Ja kupiłam za 39 na allegro.

Czego oczekiwałam?
Zapachu bzu! Względnie trwałego, ale nienarzucającego się, nieprzesadnie mocnego.

Po ponad tygodniu stosowania, moja opinia jest taka:

Zapach?
To nie pachnie bzem. Recenzjom dostępnym w internecie, między innymi na forum wizaz.pl, nie mogę niestety przyznać racji.
 A raczej pachnie, jeśli prawdziwego zapachu bzu nie pamięta się. Bzowa nuta gdzieś w tym wszystkim jest... ale pomieszana z dodatkami, z czym kwiatowym być może, ale... to nie to. Nie ma też typowego podziału na nuty - jest jednostajny, nie zmienia się w czasie.
 Przykra kwestia, że płyn bzowy do kąpieli, kupiony raptem za 4 zł w lokalnym spożywczaku lepiej oddawał zapach bzu. Więc dlaczego tu się nie udało?  Pogardzono tańszym rozwiązaniem, zbędnie kombinując z kompozycją? Kto wie.
Niemniej jednak, zapach jest przyjemny, delikatny i świeżo-słodki. Nie robi wrażenia dziwnej mieszanki. Po pierwszym rozczarowaniu udało mi się go polubić. 
Trwałość?
Tak sobie. 4-5 godzin, potem nie da się go wyczuć nawet z popryskanego wcześniej ubrania. To trochę mało, jak na taką cenę, chociaż rekompensuje to nieco pojemność produktu. Gdyby nie to, że kupiłam go sporo taniej, żałowałabym pewnie wydanych pieniędzy.



Wnioski:

Nie to, czego się spodziewałam. Miłe, ładne, ale jednak nie to. Zamierzam używać go nadal, ale gdy skończy się butelka, nie kupię go ponownie. Poszukam zapewne gdzie indziej.
Zapach bzu idealny na jesień i zimę, dla przypomnienia - a mamy koniec kwietnia, bzy kwitną, i, niestety, nie widzę podobieństwa. W zły czas go kupiłam! (; 

Końcowa ocena:
5/10

sobota, 19 kwietnia 2014

Maska do włosów ziołowo-olejowa

Nowy pomysł, ponieważ mam pod ręką nową paczuszkę ziółek.


Skład maski:
* Łyżeczka Neem (sproszowana Miodła indyjska)
* Sok z połówki cytryny
* Łyżka oleju rycynowego
* Łyżka innego olejku do włosów (ja użyłam olejku z Marion)
* Dowolna odżywka do włosów, w ilości pozwalającej uzyskać papkę do nałożenia na całe włosy. (użyłam Syoss Smooth Relax, recenzja pojawi się niedługo).


Jak na zdjęciu. Zaplątała mi się mgiełka Jantara, ale użyłam jej troszkę, żeby lepiej rozrobić Neem. 

Sam Neem, czyli sproszkowany susz z Miodli indujskiej, kupiłam u Pole Henny, razem z henną. Nie ma wpływu na kolor włosów, działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo (więc polecany też dla osób z łupieżem), odżywa włosy i pomaga im odzyskać miękkość. Paczuszka wygląda tak:


Jak widać, porządnie zapakowane 100g suszu. W srodku jeszcze jeden foliowy woreczek, próżniowy. Sam Neem ma zielony kolor, i takiż zapach... (;

A gotowa maska wygląda tak:


Tylko jest bardziej zielona, niż na zdjęciu. Kremowa konsystencja, nie spływa z pędzla, nie chlapie. Zapach cytrynowo-zielony, świeży, kojarzy się bardzo przyjemnie (; Lepiej nie używać mocno pachnących odżywek do tej maski, jej normalny zapach działa cuda - dodaje energii (;

Maskę nakładałam na suche i nieumyte włosy (najlepszy sposób dla tych, którzy mają problem z włosami przetłuszczającymi się i podatnymi na obciążanie - umyć je szamponem po spłukaniu maski. Jednak ta maska jest tak lekka i łatwo zmywalna, że można spokojnie zrobić na odwrót.). Wlosy owinęłam folią i ręcznikiem, i trzymałam tak około godziny - w planach miałam 30 minut, ale trochę się zapomniałam... (;
Wady? Troszkę spływa. Rozwiązałam problem zabezpieczając brzegi folii przy karku i skroniach, wkładając pod nię chusteczki higieniczne.

Efekty:
Jak mi lekko na głowie! Włosy bardzo zyskały na miękkości, nieco łatwiej się rozczesują, są puszyste. Pachną nadal lekko zielono (; 

Zdjęcie włosów wstawię, jak pogoda pozwoli mi zrobić jakieś porządne, póki co... deszczowo i ciemnawo.

Na pewno jeszcze nie raz pomysł na tą maskę wykorzystam. Polecam szczerze (;